Line teksty SEO Line

 

 

 

Z bloga młodej sekretarki: Wielkanoc firmowa, czyli chwila oddechu w czasie największej burzy.

Znacie to? Kilka dni przed świętami. Ochota do życia waha się pomiędzy stanem: „już niedługo chwila wytchnienia” a „już dawno nie było takiego rozgardiaszu.” Telefony się urywają. Drzwi szefa się nie zamykają, w związku z czym w pokoju sekretarki, czyli moim, panują nieustanne przeciągi. Managerowie uwijają się jak w ukropie. Każdy pyta: w jakim nastroju jest szef? A mi niby skąd o tym wiedzieć, skoro jego nastrój potrafi się zmienić w ciągu sekundy? Jednym słowem temperatura w firmie dochodzi do wrzenia − ukrop taki, że pięciu minut przy komputerze usiedzieć nie można. A tu − nie wiem, czy dla ochłody, czy wręcz przeciwnie − dla zwiększenia temperatury na maksa, szef wyściubia swój zapracowany nos z gabinetu i zagaduje:

Pani Iwonko, a może byśmy zorganizowali jakąś małą imprezę firmową przed świętami? Taka Wielkanoc firmowa nie byłaby zła. Co pani na to?

Ale… − chciałam mu uzmysłowić, że w naszej firmie nie ma ani takiej tradycji, ani funduszy na tego typu imprezy. Szef jednak tylko machnął ręką.

Zapomniałem, że w tym roku przyznali nam fundusz reprezentacyjny. Możemy sobie pozwolić na chwilę wytchnienia.

Osłupiałam. Kasa i to na imprezę pod tytułem „przyjęcie wielkanocne w firmie„. Coś tak niesłychanego, że niemal zapomniałam się zapytać: kiedy?

A kiedy ma być ta Wielkanoc firmowa? − jednak nie zapomniałam, miesiące praktyki robią swoje.

Najlepiej jutro, po południu, ale może zahaczać o ostatnią godzinę pracy − dodał wspaniałomyślnie i zamknął za sobą drzwi.

Wspaniale! Jak wcisnąć organizację firmowego jajeczka w napięty do granic możliwości harmonogram biurowego dnia? Zaczęłam już mocno panikować, ale w porę przypomniałam sobie o trzech głębokich oddechach. Nieco się uspokoiłam. Przecież nikt nie każe mi robić tych wszystkich dań samodzielnie. Można zamówić catering do biura. Zaczęłam więc przeglądać przepastne zasoby internetu. Oczywiście mnóstwo haseł z: bankiety i przyjęcia, catering dla firm. Trochę mniej z Wielkanoc firmowa, czy jajeczko w biurze, ale w końcu kilka udało mi się znaleźć. Spisałam kontakty i zabrałam się do pracy. I jakież było moje zdumienie gdy po kilku rozmowach telefonicznych okazało się że: „Owszem robimy, ale za późno pani dzwoni.” „Mamy bardzo napięty harmonogram, więc nie damy rady.” „Przed świętami jest zawsze natłok, więc przykro nam, musimy odmówić.” Jednym słowem masakra. Mocno już spanikowana zadzwoniłam pod jeszcze jeden numer − AICatring. Bingo. Okazało się, że dadzą radę. Uff.

Pierwsza Wielkanoc w firmie wypadła cudownie. Catering był na czas. Półmiski zostały wniesione i ustawione przez przystojnych kelnerów. Barszczyk, że palce lizać, a jajeczka z pięcioma rodzajami nadzienia rozpływały się w ustach.

Przeżyłam kolejny dzień w biurze. Doczekam świąt.

Z bloga młodej sekretarki, czyli jak to z hasłem: komunia catering było.

Mówię wam, nie ma nic gorszego niż bycie dobrym organizatorem, wtedy nawet najlepsza przyjaciółka jest w stanie zrobić z siebie totalną lebiegę, byle tylko mieć pewność, że wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik. Ale do rzeczy. O co chodzi? Chodzi o imprezę komunią zwaną, a ściślej mówiąc catering na komunię. Kiedyś te sprawy rozwiązywało się w domowym zaciszu. W odpowiednim czasie zbierały się dwie lub trzy babeczki – w wersji minimalistycznej była to jedna babeczka, zazwyczaj mama delikwenta, który szykował się na pierwszą w swoim życiu imprezę z takim mnóstwem prezentów. Wiec kobietki te przez kilka dni zwijały się jak w ukropie, aby przygotować jak najlepsze jedzenie na stoły – wtedy nawet nazewnictwo było inne i nikt nie mówił: catering, tylko co najwyżej „jedzenie”, czasami „żarcie”. Oczywiście po tych kilku dniach stania przy garnkach, kobitki były tak zmęczone, że nawet nie miały siły cieszyć się imprezą. Przysypiały w kościele z poczuciem spełnionej misji. A dziś. dziś jest znacznie więcej rozwiązań. Otwiera się komputer, wpisuje odpowiednie hasło: komunia catering, catering na komunię, komunijny catering, lub coś podobnego, co przyjdzie do głowy, a wujek Google już pokieruje w odpowiednie miejsce. Proste? Niby tak, ale jak się okazuje, nie dla wszystkich.

Piątek po południu. Siedzę spokojnie za biurkiem, czekając z wytęsknieniem na godzinę 17, do której zostało jeszcze półtorej godziny, gdy dzwoni do mnie moja przyjaciółka. Po standardowym: cześć, jak się masz i co u ciebie, zaczyna w końcu przechodzić do rzeczy.

Wiesz, mam straszny problem.

Co się stało? − pytam, nie wietrząc w tym zwierzeniu żadnej pułapki.

Mój Jacuś ma komunię, a ja kompletnie nie wiem, co dać gościom do jedzenia.

Najlepiej zacząć od obiadu. Na pierwsze możesz dać rosół, albo… − i tu moja wypowiedź została brutalnie przerwana:

Ale ja jeszcze nic nie mam. Wiesz… chciałabym zamówić catering, tylko nie wiem jak.

Jak to nie wiesz? Bierzesz numer i dzwonisz.

Ale skąd mam wziąć ten numer? − moja przyjaciółka była niezmordowana w drążeniu tematu.

Z książki telefonicznej, albo z internetu.

Szukałam. Ale nic mi nie wychodziło.

A co wpisywałaś?

Najpierw: komunia catering, a potem komunijny catering.

I nic ci nie wyskoczyło?

Całe mnóstwo, ale nie wiem, co mam wybrać.

Tu westchnęłam i już wiedziałam, co mam robić. Przede wszystkim nie pozwolić, by moja przyjaciółka− maruda zabrała mi jeszcze więcej czasu, aby przekonać mnie, że kto, jak kto, ale ona to już do tego szukania w żadnym wypadku się nie nadaje. Poza tym, nie mogłam zostawić małego Jacusia w potrzebie, w końcu, jakby nie było, jest moim chrześniakiem.

Westchnęłam, otworzyłam komputer i wpisałam: komunia catering. Faktycznie, wyskoczyło klika ciekawych propozycji. Potem trzeba było wybrać tę odpowiednią, czyli taką firmę, która zdąży do niedzieli. Po całej godzinie bojów i trudów, w końcu mi się udało. Jak to dobrze, że szef doskonale rozumie, że piątkowe popołudnie nie nadaje się na wykonywanie żadnych prac biurowych i nie obarczył mnie żadnym pilnym zleceniem. A komunia Jacusia zapowiada się cudnie – wszystko dzięki operatywnej cioci.

Z bloga młodej sekretarki, czyli jaka cudna komunia w ogrodzie dla Jacusia się zapowiada.

A początek wcale nie był taki różowy. Będąc w ferworze załatwiania ostatnich spraw: fryzjer, tipsy, dobór makijażu i garsonki, moja cudna przyjaciółka zapomniała mnie uprzedzić, że planuje zorganizować dla Jacusia imprezę pod hasłem: komunia w ogrodzie. Pomysł świetny, o ile jest odpowiednia pogoda. Ponieważ w sobotę, czyli dziś, było całkiem słonecznie, a jak zwykł był mawiać mój profesor od statystyki: w trzech przypadkach na cztery, pogoda jutro będzie taka sama, jak dziś.

Załatwiwszy dziś rano wszelkie formalności związane z cateringiem − dam sobie paznokcia u małego palca uciąć, że moja przyjaciółka nigdy by nie wpadła na pomysł, żeby chcieć od firmy umowę na piśmie, siedziałam sobie po obiedzie w swoim najwygodniejszym z wygodnych foteli, popijałam kawę i zagłębiałam się w jedną ze swoich ulubionych powieści detektywistycznych, gdy ten błogostan został brutalnie przerwany przez dźwięk telefonu. Oczywiście, moja przyjaciółka.

Cześć! − powiedziała na wstępie i dalej już bez wstępów: − Przyszedł mi do głowy świetny pomysł. Nie wiem, jakie potrawy zamówiłaś, ale czy będzie grill? Jacuś chciałby koniecznie to wiedzieć.

Grill? − Trudno mi było sobie wyobrazić gdzie mogłaby ustawić tego grilla mając do dyspozycji jedynie dwupokojowe mieszkanie. Na korytarzu? Balkonie? Trawniku? − Nie mówiłaś, że chcesz coś ekstra.

Ojej! Przecież na imprezę w ogrodzie to nic szczególnego, a dzieciaki będą miały frajdę.

W jakim ogrodzie? − ciągle nie mogłam zrozumieć, czy chodzi jej o trawnik przed blokiem, czy może balkon z geranium.

No przecież impreza będzie u mojej mamy. Mają tam świetny ogród, poza tym mama sama krzyczała: komuna w ogrodzie i już. Poza tym i warunki lokalowe są u niej dużo lepsze. Nie mów, że ci nie mówiłam.

A właśnie, że powiem. Nie mówiłaś i już!

Ojej! i co teraz będzie? − Moja przyjaciółka najwidoczniej próbowała rzucić się w otchłań czarnej rozpaczy, ale mój refleks był szybszy:

Nic strasznego. Zadzwonię do nich, zmienię adres dostawy i zamówię grilla. Chcesz wiedzieć, co jeszcze zamówiłam na komunię?

Nie, nie. Ty się na tym znacznie lepiej znasz, a ja mam jeszcze ostatnią poprawkę u krawcowej. Nie mam wcale głowy.

I po szybkim „cześć „rozłączyła się. „Komunia w ogrodzie” − pomyślałam i od razu zaczęłam kombinować, jak zmienić menu, aby ten piknik był jeszcze fajniejszy. Ale będzie zabawnie.

Z bloga młodej sekretarki, czyli jak niewinne hasło: catering Warszawa uratowało managera działu sprzedaży przed całkowitym osiwieniem.

Poranek w firmie, jaki jest każdy widzi. Czasami życie rozkręca się bardzo powoli i jest czas na kawę, a nawet wymianę pozdrowień i uśmiechów. Od czasu do czasu jednak ktoś jest zmuszony do tego, aby zacząć dzień z kopyta. Na szczęście dziś nie musiałam być to ja.

Siedzę sobie spokojnie przy biurku, sprawdzam firmową pocztę, niespiesznie popijam kawę, aż tu drzwi otwierają się z impetem i widzę w nich przerażoną twarz naszego managera sprzedaży. Czyżby od wczorajszego popołudnia wydarzyło się coś, o czym ja, najbardziej poinformowana osoba w firmie nie wiem? Aż mnie na krześle podniosło z tej palącej ciekawości. Wszystko szybko się wyjaśniło. Okazało się, że dział sprzedaży organizuje integracyjny piknik, no i nikt nie śmie podjąć się tak odpowiedzialnego zadania, jak szukanie cateringu na tę imprezę. A wiadomo, że jak jakiegoś managera złapie nagła trwoga, to przychodzi po pomoc do sekretarki. Z mojego punkt widzenia zadanie wyglądało zupełnie banalnie – nic prostszego niż wpisać w Google: catering Warszawa, lub jakieś inne tematyczne hasło.

- Próbowałeś szukać w necie – sekretarki, przynajmniej u nas, mają przywilej zwracania się do managerów per „ty”. Co ciekawe, zabiegają o to sami managerowie. Wiadomo, dobra koleżanka szybciej wstawi się za delikwentem u szefa, niż oziębły cerber.

- Tak. Syzyfowa praca.

- Co wpisywałeś?

- Próbowałem: cateringszybki catering. Efekt? Sama wiesz jaki: 201 tysięcy pozycji znalezionych w ciągu dwudziestu sekund. Na przejrzenie tego wszystkiego potrzebowałbym sto lat. A większość i tak poza Warszawą. – Jego dobicie i bezradności w tej materii wydawały mi się całkiem prawdziwe. No, bo co zwykły facet może wiedzieć o gotowaniu? Z drugiej strony ciekawa jestem jak on szuka informacji dla siebie. Na przykład o komputerach, czy telewizorach plazmowych. No, ale może to jednak należy do innego rodzaju zdolności.

- A gdzie będzie spotkanie?

- Tu, w Warszawie.

A ponieważ lubię działać, a jeszcze bardziej lubię wzbudzać podziw za swoje szybkie działanie – taka mała osobista słabostka, więc odwróciłam się do komputera i wpisałam: catering Warszawa. Efekt był oszałamiający: 878 tys. pozycji znalezionych w ciągu siedemnastu sekund. Pan manager otworzył szeroko oczy ze zdumienia, ale ja dokładnie wiedziałam, co robię. Zdążyłam się już przecież wyszkolić – catering na komunię mojego chrześniaka był całkiem niezłą szkołą. Od razu wiedziałam czego szukam. Jednak podstawową zasadą wprawienia kogoś w czysty podziw jest przekonanie go, że sprawa wcale a wcale nie jest taka prosta, nawet dla mnie. Więc po kilku wejściach na różne strony i głośnym analizowaniu za i przeciw rożnych ofert cateringowych, odszukałam AICatering. I z uśmiechem triumfu na ustach oświadczyłam:

- Pamiętasz naszą Wielkanoc w firmie? Niezłe jedzonko mieli. Co?

- To oni? Jesteś genialna, że też sam na to nie wpadłem!

- Od czego ma się wszechwiedzących przyjaciół w firmie? – mrugnęłam porozumiewawczo.

- Jesteś pewna, że poradzą sobie z piknikiem? Wiesz, co innego firmowe jajeczko, a zupełnie co innego impreza w plenerze. Inny kaliber wyzwania, że tak powiem.

- Spokojnie. Widziałam ich, jak radzą sobie z plenerową imprezą. Moja przyjaciółka wpadła na pomysł, ze koniecznie komunia jej syna musi się odbyć w ogrodzie. Wyszło naprawdę super. Sam zobaczysz, jak to jest, jak pracuje się z profesjonalistami.

- Doradzają?

- Doradzają, podpowiadają. Przywożą swoją zastawę. Pełna profeska.

I w ten oto sposób udało mi się uratować głowę managera sprzedaży przed osiwieniem. zaliczyłam kolejny sukces i to już na początku dnia pracy.

PRECLE

1.

Zapewne pamiętacie, jak opisywałam sobotnie zamieszanie pod tytułem: Jak to moja najlepsza przyjaciółka zostawiła mnie sam na sam z hasłem: komunia catering? Jak to musiałam zająć się wszystkim po kolei, począwszy od wyboru firmy cateringowej, poprzez ubłaganie ich, by zgodzili się w ostatniej chwili na zmianę w menu, a skończywszy na zadbaniu o to, by podpisać z nimi odpowiednią umowę. Początkowo byłam z siebie bardzo dumna, że tak doskonale ze wszystkim radzę sobie sama. Potem naszła mnie chwila frustracji: dlaczego to ja mam wszystko za nią robić? Dlaczego tak pochopnie się na to wszystko zgodziłam? Wiecie, kobiety czasami tak mają, do końca nie mogą się zdecydować o co im tak naprawdę chodzi. Szybko jednak opanowałam swoje emocje i poszłam po rozum do głowy – zadałam sobie pytanie: czy naprawdę bym chciała, żeby mi pomogła? Od razu stanęła mi w oczach jej twarz, tak pełna bezradności, jeśli tylko wyczuła, że ktoś może za nią coś zrobić. Musiałam sobie wiec odpowiedzieć: kategorycznie: nie. Zaliczyłam więc swoje rozterki do klasy typowych babskich rozważań. Faceci chyba mają zdrowsze podejście, kiedy słyszą hasło: komunia catering to aż oczy im się skrzą, żeby od razu zabrać się do działania. Bez rozterek, bez pretensji, z pełnym zaangażowaniem w sprawę. Czy żałuje, że nie jestem facetem? Też coś, uwielbiam być kobietą, nawet jeśli owo osławione: komunia catering wywołuje we mnie pewne dreszcze. Wracając do rzeczy, chciałam tylko powiedzieć, że po sobotnim zamieszaniu ze zmianą menu i lekkim napięciem nerwowym z tym związanym, okazało się, że impreza udała się wyśmienicie. No ale o tym, już w następnym odcinku.

2.

Mówię wam. Jacusiowa komunia w ogrodzie wyszła cudna. Po tej niedzieli doszłam do wniosku, że nie ma to jak rodzinne imprezy organizowane w plenerze, ale nie uprzedzajmy faktów. Zanim okazało się, że wszystko skończy się dobrze, kilka nerwowych sytuacji po drodze jednak było. Po pierwsze, pomimo optymistycznych prognoz pogody, jakie słyszałam w sobotni wieczór, trochę się bałam czy pogoda rzeczywiście dopisze. Wiadomo, z pogodą nigdy nic nie wiadomo, a telewizyjne prognozy wcale nie są lepsze niż prognozy odczytywane ze strzykających kości, czyli takie, jakie od wieków stosują starzy górale. A nie trudno mi było sobie wyobrazić jak mogła by wyglądać komunia w ogrodzie przy przelewających się strugach deszczu. Co tam strugi deszczu podczas samej imprezy, nawet gdyby popadało wcześniej, brodzenie po podmokłej trawie nie należy przecież do przyjemności. Po drugie, czy firma cateringowa, którą zamówiłam spisze się jak należy? Czy wszystkie potrawy będą smaczne i należycie podane. Czy dekoracja będzie odpowiednio dobrana? Pytań było tysiące. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, miałam dwa wyjścia: mogłam bezproduktywnie zamartwiać się o coś, na co i tak nie mam wpływu, albo zabrać się za opracowanie alternatywnego scenariusza, co niniejszym uczyniłam. Suma summarum, pomimo moich obaw, niedzielny poranek okazał się być słoneczny. Przeciągnęłam się nieco, po czym szybko wyskoczyłam z łóżka. Nie mogłam przecież sprawić zawodu mojemu chrześniakowi. Ciocia nie może się spóźnić. Poza tym, musiała osobiście sprawdzić, czy catering, który wybrała sprosta wyrafinowanym podniebieniom gości.

3.

W niedzielny poranek pozbierałam się szybko, wiedząc doskonale, że już tam na mnie czekają: Jacuś, moja przyjaciółka, no i komunia w ogrodzie. Czy mogę sprawić im zawód? Oczywiście, że nie. Wyjechałam więc wcześniej z domu, żeby mieć dostatecznie dużo czasu na to, aby przyjrzeć się wszystkiemu dokładnie już na miejscu. Zaufanie zaufaniem, referencje, referencjami, ale dopóki sama się naocznie nie przekonam, to skąd mogę wiedzieć, czy mój wybór cateringu był najlepszy ze wszystkich, jakie mogłam wybrać sprawdzając hasło: komunia catering? Poza tym, jak znam życie zawsze, ale to zawsze znajdzie się coś, jakiś element, który nie do końca został uzgodniony. W takich przypadkach potrzeba szybkiej i jednoznacznej decyzji – każda chwila wahania grozi ogólną katastrofą.

Na miejscu byłam jakieś dwie godziny przed rozpoczęciem całej imprezy. Moja przyjaciółka przywitała mnie z podejrzanie dużą dozą serdeczności i wylewności. Po chwili okazało się dlaczego – organizacja całej imprezy była w totalnej rozsypce. Pośród zgromadzonych osób nie znalazła się ani jedna, która miałaby spójną wizję tego, jak powinna wyglądać komunia w ogrodzie. Gdzie postawić namiot? Jak rozstawić stoły? Gdzie zrobić honorowe miejsce dla Jacusia i jego rodziców? Owszem, większość miała pewne zdanie na ten temat, jednak żadna z tych osób nie miała takiej siły przebicia, by do swoich pomysłów przekonać pozostałych. Nie miałam nawet czasu, żeby głęboko westchnąć, nie mówiąc już o tym, żeby ponarzekać i zapytać, dlaczego nie zadzwoniła do mnie wcześniej. Od razu zabrałam się do roboty.

4.

Zapanowanie nad organizacją takiej imprezy, jak komunia w ogrodzie wymaga odpowiedniego podejścia. Po pierwsze chodzi o dokładne rozplanowanie całości. Tu trzeba konkretnie odpowiedzieć na szereg pytań: Jak rozstawić stoły, aby każdy z gości siedział w miłym chłodzie i nie musiał mrużyć oczu od słońca? Gdzie postawić grilla, żeby mogły dobiegać z niego smakowite zapachy, a jednocześnie, żeby dym nie gryzł nikogo w oczy? W którym miejscu zrobić lożę honorową dla Jacusia i jego rodziców? Czy reszta gości będzie sobie zasiadać wedle swojego uznania, czy jednak lepiej jest dokładnie wskazać każdemu konkretne miejsce? A to są tylko podstawowe pytania, na jakie musi sobie odpowiedzieć organizator takiej imprezy. Drugą sprawą są dekoracje. Jak udekorować stoły? W jaki sposób podkreślić charakter całej imprezy? Dopiero, gdy mamy już to za sobą, pojawiają się pytania dotyczące samych potraw: W jakiej kolejności i w jakich odstępach czasu podawać potrawy? Ogarnięcie tego wszystkiego to już wyższa szkoła jazdy i w niesprzyjających warunkach zapewne nawet ja miałabym kłopoty ze zorganizowaniem tego wszystkiego w tak krótkim czasie. Jednak szybko okazało się, że firma cateringowa, którą zamówiłam, doskonale wiedziała co to znaczy: komunia w ogrodzie. Przy niewielkiej współpracy z mojej strony, stoły i namioty zostały bardzo szybko rozstawione, a grill znalazł najbardziej dla siebie odpowiednie miejsce. Tak więc w momencie, gdy mieliśmy wybierać się do kościoła, z przygotowań zostało tylko rozłożenie zastawy i dekoracji. No, ale do tego nie byłam już potrzebna, Zostawiając te prace prawdziwym profesjonalistom, udałam się ze wszystkimi gośćmi na kościelną uroczystość.

5.

Po wspaniałej uroczystości w kościele, która dla jednych była podniosłą i uroczystą chwilą – patrz moja przyjaciółka, jej mama oraz teściowa, a dla innych niekończącym się czasem udręki czekania na prezenty – patrz Jacuś, przyjechaliśmy z powrotem. Oczywiście pierwszym punktem programu było składanie życzeń i wręczanie prezentów Jacusiowi, który przyjmował je z uśmiechem łaskawego króla na ustach. Po złożeniu mu życzeń udałam się do ogrodu, by rzucić swoim fachowym okiem na to, co panom i paniom z obsługi udało się przygotować podczas naszej bytności w kościele i uwierzcie mi, poczułam w sobie ten rodzaj dumy, który nachodzi człowieka po dobrze wykonanym zadaniu. Całość wyglądała dokładnie tak, jak powinna wyglądać profesjonalnie zorganizowana komunia w ogrodzie. Stoły ustawione tak, by każdy mógł wygodnie usiąść a jednocześnie nie miał problemu z nawiązywaniem towarzyskich rozmów z pozostałymi biesiadnikami. Wszystkie stoły zostały „odachowane” białym namiotem. Honorowa loża dla Jacusia była tak umieszczona, by był on doskonale widoczny dla wszystkich. Nakrycia stołów perfekcyjnie ułożone, a dekoracje idealnie dobrane do charakteru imprezy, czyli ani zbyt uroczyście, ani za bardzo piknikowo. A wokół unosiły się tak smakowite zapachy, że nawet Jacuś, którego najważniejszym dzisiejszym zadaniem było rozpakowywanie prezentów, szybko uporawszy się z tym zadaniem, przybiegł nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu będzie mógł usiąść i zjeść coś smakowitego. A prawdziwym balsamem na moją duszę okazały się jego słowa: „Wiesz, co ciocia? Super piknik”. Nie mogłam się z tym nie zgodzić, komunia w ogrodzie okazała się być strzałem w dziesiątkę.

6.

Strasznie mnie ciekawiło, co na całą organizację tej imprezy powie moja przyjaciółka. Czy będzie tak samo jak ja zachwycona perfekcyjnym przygotowaniem całości i powie: Dokładnie tak powinna wyglądać komunia w ogrodzie, czy wręcz przeciwnie – wypatrzy jakieś niedociągnięcie i przez cały czas będzie je podkreślać? Doskonale bowiem wiedziałam, że o ile moja przyjaciółka jest wyrozumiała w stosunku do swoich wad, o tyle trudno jest wybaczyć nawet najmniejsze niedociągnięcie bliźniego. Jednym słowem, doskonale wiedziałam, jak bardzo marudną babą potrafi być. Widocznie jednak, albo była w dobrym nastroju, albo podniosłość chwili stępiła jej pazurki, bo tylko z zachwytem patrzyła na ustawione stoły, piękną zastawę i wysmakowane dekoracje. W końcu opanowała się nieco, cmoknęła mnie po przyjacielsku w policzek i spytała:

- Jak do licha udało ci się wszystko tak szybko zorganizować?

Uśmiechnęłam się tylko i z udawaną skromnością odparłam:

- Wiesz, w zasadzie nie jest to aż takie trudne, szczególnie w dobie internetu. Siadasz przed komputerem, zastanawiasz się przez chwilę, co tak naprawdę chcesz znaleźć, w tym przypadku dobry komunijny catering. Otwierasz wujka Google, wpisujesz hasło; komunia catering i gotowe. Możesz spokojnie wybierać spośród dwustu tysięcy stron, jakie znajdzie ci wyszukiwarka. Proste jak budowa cepa.

Moja przyjaciółka otworzyła tylko buzię i popadła w stan umysłu zwany karpiem – widocznie takie rozwiązanie nawet nie przyszło jej do głowy. A ja? No cóż, po raz kolejny tego dnia poczułam, że puchnę z dumy.

7.

Całej tej naszej krótkiej wymianie zdań na temat moich osiągnięć związanych z hasłem: komunia catering, przysłuchiwał się Jacuś. Sprytna bestyjka, zrobił to tak, że nawet ja nie zauważyłam jego nadstawionych uszu. Niby gdzieś sobie biegał, niby patrzył w bok, niby zainteresowany był zupełnie czymś innym, a jednak uszy miał ciągle nastawione na to, co działo się wokół niego. Nie wiedziałam tylko, że to nasłuchiwanie miało konkretny cel i bynajmniej nie chodziło ani o niego, ani o prezenty. W pewnym momencie podbiegł do nas i z niewinną minką zapytał:

- A to ciocia umie obsługiwać komputer? – Tym razem to ja popadłam w stan umysłu karpiem zwanym. Czyżbym wyglądała na taką niemotę, która nie umie włączyć komputera? Szybko przywołałam na pomoc całe moje zawodowe opanowanie i dyplomatycznie podeszłam do całej sprawy:

- Oczywiście, że umiem. A dlaczego miałabym nie umieć?

Z kolejnym zdaniem wszystko się wyjaśniło:

- Bo z Mariuszem zastanawiamy się, ile trzeba mieć lat, żeby nie umieć obsługiwać komputera. – A potem ten mały cwaniak zrobił mi test: – A gdybyś szukała kogoś, kto robi jedzenie w Warszawie, to co byś wpisała? Dobre jedzenie w Warszawie? – „Ach ty mały podpuszczaczu” – pomyślałam sobie w duchu. – ” Ja ci tu zaraz pokażę”. – I z promiennym uśmiechem odrzekłam:

- Wpisałabym po prostu: catering Warszawa. Wtedy wyskakują wszystkie strony, które są w tym temacie.

Widocznie Jacuś uznał, że jednak jego ciocia umie obsługiwać kompa, bo tylko z aprobatą pokiwał głową i pobiegł dalej w swoją stronę.

8.

Jak znaleźć dobry catering w Warszawie? Zapewniam was, że może to przerosnąć siły zwykłego człowieka – na przykład mojego szefa. Zapewne kiedyś i dla mnie to zadanie mogłoby okazać się nie lada wyzwaniem, ale po tym, jak przyczyniłam się do tego, że komunia w ogrodzie, jaką organizowałam dla mojej przyjaciółki, okazała się być jedną z bardziej udanych imprez na jakiej byłam, żadne zadanie związane z wyszukiwaniem cateringu nie będzie dla mnie zbyt trudne. Nawet takie, gdy za wpisanym hasłem: catering Warszawa, wujek Google trzyma ponad osiemset tysięcy różnych stron. Widocznie fama o moich nadprzyrodzonych zdolnościach wyszukiwania odpowiedniego cateringu doszła do uszu szefa, bo dziś po południu, przyszedł do mnie z niewinną minką i uśmiechem na twarzy, by zapytać:

- Pani Iwonko, podobno ma pani namiary na super catering w Warszawie, czy może mi pani dać na nich namiary?

Spojrzałam na niego pytająco, a on dodał w kwestii wyjaśnienia:

- Mój synek ma komunię. Szukaliśmy z żoną odpowiedniego cateringu, ale próba szukania czegoś konkretnego pod hasłem catering Warszawa, wprowadziła jeszcze większy galimatias. Zupełnie nie wiedzieliśmy, co wybrać.

Uśmiechnęłam się z pełnym zrozumieniem, doskonale zdając sobie sprawę, jaki wachlarz różnych emocji przeżywa się podczas organizowania przyjęcia komunijnego. I uwierzcie mi, większość tych doznań nie należy do najprzyjemniejszych. Skinęłam więc głową i powiedziałam:

- Jasne, że mam. Polecam AICatering.

- I dadzą radę? – spytał z lekkim niedowierzaniem w głosie.

- Pewnie – dodałam z przekonaniem, oblizując się w myślach na wspomnienie wspaniałych szaszłyków z grilla, jakie były na komunii mojego chrześniaka Jacusia.

9.

Zdecydowanie się na wybór konkretnej firmy cateringowej to nie wszystko, powiedziałbym nawet, że to tylko początek. Początek tego wszystkiego, co kryje się pod wielce ogólnym i tajemniczym pojęciem: catering komunia. Ja już doskonale wiem, z czym to się je. Najpierw ustalenie ogólnej koncepcji, czyli odpowiedź na pytanie: gdzie będzie komunia? W domu? W restauracji, a może w plenerze? Potem przychodzi czas na ustalenie menu. Problem zaczyna się już od pierwszego dania. Co podać? Rosół, jak wszyscy, czy może zupę krem z zielonego groszku? Ale o ile rosół lubi prawie każdy, to zieloną zupę już niekoniecznie. A co na drugie? Coś z drobiu, czy wieprzowiny? Ile dać rodzajów do wyboru? Ile zamówić porcji, żeby dla wszystkich wystarczyło? Ilość pytań, na jakie trzeba sobie odpowiedzieć w kwestii menu jest nieskończona. A co dopiero, jeśli przyjdzie ustalać dekorację? Ustawienie stołów? Usadzenie gości? Nic więc dziwnego, że szef, swoją drogą złoty człowiek, nie mógł z tym wszystkim sobie poradzić, nawet wtedy gdy główny ciężar odpowiedzialności decyzyjnej przypadł na jego żonę. Od czego jednak są dobre duchy, takie jak na przykład super sekretarka, która nie tylko zorganizuje wszystkie sprawy firmowe, ale też szepnie do ucha, jak poradzić sobie z tak skomplikowaną sprawą, jaką jest komunijny catering. Więc nie kryjąc się z tym wcale, po każdym telefonie od swojej żony, szef wyglądał ze swojego gabinetu i pytał: A co Pani sądzi o zupie z zielonego groszku? A dekoracje stołu lepiej zrobić białe, czy kolorowe? NA każde pytanie odpowiadałam z całą mocą swojego sekretarskiego autorytetu.

10.

Strasznie byłam ciekawa, jak wyszło to przyjęcie komunijne u mojego szefa. Zapomniałam się zapytać, czy miała to być komunia w ogrodzie, tak jak u mojej przyjaciółki, przyjęcie w domu, czy może w restauracji? Z samego kontekstu piątkowej rozmowy wynikało, że będzie to „zwykła” komunia w domu, no ale przecież nigdy nic nie wiadomo. Poza tym ciekawiło mnie, jak sprawiła się firma, którą im poleciłam. Pomimo tego, że sprawdzili się trzy razy: na firmowym jajeczku, komunii Jacusia i pikniku organizowanym przez dział sprzedaży, to przecież impreza u szefa mogła się okazać imprezą znacznie cięższego kalibru. Poza tym tylko prawdziwi profesjonaliści zawsze są na czas, zawsze mają smaczny catering, zawsze dysponują profesjonalną obsługą i nigdy nie pozwolą sobie nawet na najmniejszą wpadkę. Polecana przeze mnie firma już trzy razy udowadniała swój wysoki poziom usług, ale czy „trzy” można już uogólniać do „zawsze”? Poza tym hasło: catering Warszawa zawiera w sobie mnóstwo ofert. zrozumiałe jest więc, że pomimo przekonania, że zaproponowana przeze mnie firma jest bardzo dobra, wcześniej, czy później pojawi się pytanie: ale czy rzeczywiście najlepsza? Nic więc dziwnego, że w poniedziałkowy poranek siedziałam jak na szpilkach. Ale wystarczyło, że sobaczyłam uśmiechniętą minę szefa i już wiedziałam, że wszystko doskonale się ułożyło, szef nawet nie musiał dodawać, że bez mojej pomocy nie umiałby się odnaleźć w gąszczu informacji, jakie wywołało w wujku Google wprowadzenie hasła: catering Warszawa. Poczułam się naprawdę doceniona. Nic więc dziwnego, że przez cały dzień tryskałam dobrym humorem.

11.

Czym jest catering? Najprościej rzecz ujmując jest to obsługa gastronomiczna wszelkiego rodzaju imprez, dokonywana przez wyspecjalizowaną firmę zewnętrzną.

Przez długi czas niemal w ogóle nie było zapotrzebowania na tego typu usługi. Organizując jakąkolwiek uroczystość domową, potrawy na nią przygotowywano we własnym zakresie. Jedyną dopuszczalną formą pomocy, była pomoc ze strony rodziny lub przyjaciół. Kupowanie gotowych potraw uważano po prostu za niepotrzebną fanaberię. Poza tym istniało głębokie przekonanie, że nie ma to jak domowe potrawy.

Jednak ostatnimi czasy można zaobserwować wzrost zapotrzebowania na usługi cateringowe. Zapotrzebowanie to tłumaczy się coraz większym tempem życia oraz tendencją do organizowania coraz większej ilości różnorodnych imprez. Hitem ostatnich czasów są imprezy firmowe – coraz więcej firm urządza dla swoich pracowników różnego rodzaju imprezy, zarówno na terenie swojej firmy, jak i w plenerze. Poza tym coraz więcej osób przygotowując imprezy rodzinne typu komunia, chrzciny czy wigilia rezygnuje z przygotowania potraw we własnym zakresie na rzecz cateringu. Standardem stało się również zamawianie profesjonalnego cateringu na przyjęcia weselne. Jednym słowem większość ludzi ma zbyt mało czasu i ochoty na to, by samemu przygotowywać potrawy na rożnego rodzaju uroczystości. W odpowiedzi na to zapotrzebowanie powstaje coraz więcej firm świadczących profesjonalne usługi cateringowe. Firmy te mogą mieć różny charakter. Począwszy od małej działalności założonej przez 2-3 osoby, poprzez restauracje, aż do naprawdę dużych firm, które są w stanie dostarczyć catering nawet na największe imprezy.

12.

Co więc kryje się pod pojęciem profesjonalny catering? Tak, jak w przypadku każdego biznesu związanego ze sprzedażą konkretnych produktów lub usług, pod jednym pojęciem kryje się co najmniej kilkanaście rożnych składowych, a każda z nich jest istotnym elementem całości. Według koncepcji marketingu mix wszystko opiera się na harmonijnym współdziałaniu czterech elementów: produkt, cena, dystrybucja oraz promocja. Dokładnie tak samo powinno być w przypadku firm świadczących usługi cateringowe. Płacąc wysoką cenę za catering możemy oczekiwać: doskonałych produktów, czyli miłych dla oka i smacznych potraw, perfekcyjnej dystrybucji, czyli zamówione potrawy docierają na miejsce i na czas oraz promocji, czyli daną firmę łatwo daje się znaleźć potencjalnym nabywcom. Niższa cena wiąże się z obniżoną jakością serwowanych potraw, czy brakiem dystrybucji.

Za całą tą teorią idą oczywiście działania praktyczne. Wszystko zaczyna się już na etapie odpowiedniego zaplecza. Takie miejsce musi oczywiście odpowiadać wszelkim normom narzuconym przez sanepid. Druga sprawa to wyposażenie. Naprawdę profesjonalny catering wymaga profesjonalnych sprzętów. Nie wystarczy jedna kuchenka gazowa, dwa piekarniki i komplet garnków. Profesjonalnie wyposażona kuchnia bardziej przypomina kabinę statku kosmicznego, niż zwykłą kuchnię. Nie można też zapomnieć o ludziach. Dobór odpowiedniej kadry: kucharzy, pomocników, kelnerów czy managerów, jest tym, co pozwala zdobyć przewagę konkurencyjną na rynku usług cateringowych. Dobry catering to również odpowiednio dobrani dostawcy. Żadna, nawet najlepsza firma cateringowa nie jest w stanie przygotować świetnych, dobrze wyglądających i smacznych potraw z kiepskich produktów.

13.

Ostatnimi czasy pojawia się na rynku coraz więcej ofert cateringowych. Mogą je proponować zarówno pojedyncze osoby prywatne, restauracje, jak i profesjonale firmy cateringowe. Jak z niezliczonej ilości ofert cateringowych, jakie są dziś na rynku, wybrać tę, która najbardziej spełni nasze oczekiwania? Idąc zgodnie z duchem czasu, do pomocy można poprosić wujka Google – jest to najszybszy sposób pozyskiwania informacji, chyba, że mamy znajomą, która jest obeznana w tym temacie. Jednak możliwość szybkiego zdobycia informacji na temat np. catering Warszawa, nie zwolni nas z konieczności dokonania wyboru. Każdy, kto kiedykolwiek zetknął się ze specyfiką tej wyszukiwarki doskonale wie, że tuż po wpisaniu hasła dopada nad klęska informacyjnego urodzaju – liczba znalezionych pozycji sięga kilkuset tysięcy, z czego znaczna większość jedynie w mglisty sposób krąży wokół interesującego nas tematu. Jednym ze sposobów skrócenia sobie męki przechodzenia przez te wszystkie strony, jest zaczęcie od stron a linkami sponsorowanymi. Ukazują się po prawej stronie ekranu i są wyselekcjonowane pod kątem interesującej nas frazy. Innym sposobem jest wpisanie w wyszukiwarkę odpowiednio sprecyzowanego hasła. Dlatego, zanim zaczniemy nasze poszukiwania powinniśmy odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań. Po pierwsze: gdzie urządzana będzie impreza, na którą potrzebny będzie catering? Oczywistą sprawą jest, że gdy planujemy imprezę we Wrocławiu, nie będziemy szukać firmy pod hasłem: catering Warszawa i odwrotnie. Po drugie: jaki charakter ma impreza i na ile osób jest planowana? Dla kogo będzie urządzana itp.

14.

Najszerszy wybór ofert firm cateringowych możemy znaleźć w Warszawie. Warszawa, jako stolica Polski i największe miasto w kraju, skupia największą liczbę mieszkańców, a co za tym idzie największą liczbę różnorodnych firm. Do tego Warszawa charakteryzujące się niesamowicie szybkim tempem życia, co sprawia, że jest ona jest doskonałym rynkiem dla wszelkiego rodzaju firm cateringowych. Nic więc dziwnego, że pod hasłem: catering Warszawa skupiona jest tak duża liczba ofert. Przeglądając je wszystkie zauważamy bardzo szeroki przekrój, zarówno jeśli chodzi o wielkość samej firmy, jak i wachlarz świadczonych usług. Wśród nich można spotkać pojedyncze osoby prywatne, które zwietrzyły doskonały interes w drobnych usługach cateringowych typu roznoszenie kanapek i sałatek po zaprzyjaźnionych biurach. Są też nieco większe firmy rodzinne, które specjalizują się w przygotowaniu domowych potraw na niewielkie uroczystości typu chrzciny, czy komunia. Oczywiście pojemne określenie: catering Warszawa, zawiera również oferty niemal wszystkich restauracji – one też bardzo szybko zdały sobie sprawę, jak dużą częścią ich biznesowych zysków może stać się przygotowywanie potraw na różnego rodzaju imprezy zewnętrzne. W ślad za rozwijającym się trendem powstały również profesjonalne firmy cateringowe. Są one na tyle duże i tak dobrze zorganizowane, że zajmują się obsługą wszelkich imprez, począwszy od przygotowania cateringu na uroczystości domowe typu chrzciny i komunia, poprzez wesela, a skończywszy na wszelkiego rodzaju imprezach firmowych. Profesjonalne firmy cateringowe potrafią również zapewnić pełną obsługę nawet największych imprez, bez względu na to, czy będą to ekskluzywne bale, czy impreza w plenerze.

15.

Ostatnio w coraz większej ilości firm przerwa kawowa, oprócz przerwy obiadowej i przerwy na dymka, staje się oficjalną formą krótkiego odpoczynku w pracy. Pracownicy doskonale zdają sobie sprawę z dobroczynnych skutków działania tej przerwy – każda oderwania się od ciężkich i nużących zajęć jest na wagę złota. Pytanie; czy przerwa na kawę cieszy się takim samym zrozumieniem wśród pracodawców? Zapewne są tacy, którzy patrzą na nią krzywym okiem – dla nich każda minuta oderwania pracownika od jego zajęcia wydaje się niepowetowaną stratą. Najchętniej widzieliby wszystkich swoich pracowników siedzących przy biurkach i dających z siebie sto dziesięć procent mocy przez osiem lub więcej godzin. Oczywiście tak się nie da. Po pierwsze, przynajmniej jak do tej pory, pracownikami są głównie ludzie, a nie roboty. A człowiek niestety nie jest w stanie pracować kilka godzin bez odpoczynku, nawet gdyby tego bardzo chciał. Po drugie każdy pracownik ma określoną regulaminowo, minimalną ilość czasu, jaką może przeznaczyć na przerwy i każdy pracodawca musi to uwzględnić. I czy będzie to przerwa kawowa, czy przerwa na dymka zależy od upodobań i potrzeb konkretnego pracownika. Czasami lepiej jest wzmocnić swoje siły małą czarną, a czasami ukoić nerwy dymkiem. Poza tym każdy rozumny pracodawca doskonale wie, jak dobroczynny wpływ na morale jego pracowników mają krótkie przerwy. Podczas tych kilku minut oderwania się od pracy, człowiek ma szansę zregenerować siły, nieco się odprężyć, zdystansować, czy nawiązać relacje ze współpracownikami. Wszystko to przekłada się na większe zadowolenie, co w dłuższej perspektywie daje większą wydajność w pracy. A przecież właśnie na tym najbardziej powinno zależeć każdemu pracodawcy.

16.

Ze względu na to, jak na przerwę kawową patrzą sami pracodawcy, może ona przyjąć wśród pracowników rożne formy. Jeśli pracodawca rozumie potrzebę swoich pracowników do krótkiego odpoczynku, a jednocześnie zdaje sobie sprawę, że brak narzuconych z góry ram czasowych może doprowadzić do przedłużających się przestojów w pracy, wtedy przerwa kawowa jest oficjalnie uwzględniona w harmonogramie. Trwa zazwyczaj od 10 do 20 minut. Może być dla wszystkich pracowników w tym samym czasie – sprawdza się gdy zespół pracowników nie jest zbyt liczny, lub jest ich kilka – wtedy, gdy większa liczba pracowników podzielona jest na kilka grup. Najczęściej jednak przerwa kawowa przyjmuje dużo mniej oficjalną formę. Jedną z form przerwy na kawę jest zrobienie kawy i wypicie jej przy biurku. Gdy biurka sąsiadów są blisko, można taką przerwę zrobić w kilka osób, wtedy spełnia ona wszystkie psychologiczne funkcje, jakie powinna spełniać przerwa kawowa: chwilowe oderwanie się od pracy, zdystansowanie, odprężeni i nawiązanie kontaktów interpersonalnych z innymi współpracownikami. Często w firmach są odpowiednie miejsca, typu aneksy kuchenne, gdzie można zrobić kawę i na chwilę przysiąść. Tak więc taka przerwa jest zazwyczaj cichą umową pomiędzy pracownikiem, a pracodawcą. Ten pierwszy wie, że ma święte prawo do odpoczynku, ale prawo to nie powinno być nadużywane. Natomiast ten drugi doskonale zdaje sobie sprawę, że przerwa jest potrzebna każdemu i każdy z jego pracowników sam najlepiej będzie wiedział, kiedy powinien ją sobie zrobić.

17.

Każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że krótkie przerwy podczas pracy są koniecznością. Wiadomo, nie da się wydajnie pracować przez klika godzin bez chwili wytchnienia. Poza tym warto w ciągu tych kilku godzin zjeść lunch lub chociaż kanapkę. Zaobserwowano, że ostatnimi czasy coraz większą popularność zyskuje przerwa kawowa. Wydaje się, że coraz szybsze tempo firmowego życia niejako wymusza większą gotowość do pracy. Do tego kawa, jako napój zdobywa coraz większą popularność w codziennym życiu niemal każdego człowieka. Tak więc przerwa kawowa jest wynikiem połączenia tych dwóch tendencji. A jakie funkcje spełnia taka przerwa? Najbardziej oczywistą jest ta związana z fizjologicznymi zmianami wywołanymi przez kofeinę – wzrost ciśnienia krwi oraz wzrost ogólnego pobudzenia, a co za tym idzie, pozbycie się uczucia znużenia i zmęczenia. Jednym słowem, pijemy kawę aby mieć więcej energii do pracy. To jedna sprawa. Jednak gdy przyjrzymy się całemu zjawisku nieco głębiej, okaże się, że przerwa kawowa pełni również inne funkcje. Po pierwsze integracyjną – spotykając się w mniej oficjalnych okolicznościach, pracownicy mają szansę bliżej się poznać. Bliższe, osobiste poznanie bezpośrednio przekłada się stopień zgrania zespołu, a lepiej zgrany zespół, to lepsza wydajność pracy. Po drugie – informacyjną. Jest to doskonała okazja, by w niewymuszonej atmosferze wymienić się różnymi informacjami dotyczącymi bieżących spraw danej firmy. Taki nieformalny przepływ informacji potrafi być dużo bardziej skuteczny od oficjalnego np. firmowego mailingu.

18.

Czym różni się przerwa kawowa od zwykłego picia kawy przy biurku? Są tacy, którzy powiedzą, że niczym – w obu przypadkach cel, czyli dostarczenie organizmowi odpowiedniej dawki kofeiny, został osiągnięty. Ale czy jedynie o to chodzi? Dostarczenie kofeiny, a tym samym pobudzenie organizmu i zmobilizowanie go do lepszej wydajności w pracy jest oczywiście ważne. Dlatego właśnie jest przerwa kawowa, a nie na przykład przerwa na picie zielonej herbaty czy przerwa na kakao. Jednak cała sprawa wcale nie jest tak jednoznaczna. Oprócz aspektów czysto fizjologicznych, dochodzą również aspekty psychologiczne. Typowa przerwa kawowa obejmuje przecież oderwanie się na kilka minut od pracy, co samo w sobie potrafi przynieść zbawienne skutki – przez te kilka minut możemy nabrać dystansu do tego, co właśnie robimy. Taki dystans trudno nam będzie osiągnąć, gdy tę samą kawę wypijemy siedząc przy biurku, ani na chwilę nie odrywając się od wykonywanej pracy. Poza tym przerwa kawowa niejako z założenie przewiduje picie kawy w towarzystwie innych pracowników, którzy zrobili sobie przerwę na kawę w tym samym czasie. Taki wspólnie spędzony czas doskonale relaksuje – można przecież wymienić się najnowszymi anegdotkami. Często ta chwila wytchnienia wykorzystywana jest jako okazja do przekazywania między sobą najnowszych informacji o tym, co dzieje się w firmie – niektórzy nazywają taki przepływ plotkami. Tak więc ta chwila zdystansowania i odświeżenia zwana przerwą na kawę jest szczególnie ważna, gdy mamy wrażenie, że nasza praca powoli zaczyna nas już przerastać, a jednocześnie jesteśmy poganiani przez napięte terminy.

19.

Kiedy najlepiej jest zrobić sobie krótką przerwę na kawę? Czy jest jakiś obiektywnie wyznaczony czas, kiedy przerwa na kawę byłaby najbardziej wskazana? Jak w każdym temacie, tak i tu, zdania są podzielone. Jedni będą się upierać, że najlepsza pora na wypicie kawy jest tuż po przebudzeniu, argumentują to w ten sposób, że wchodzą wtedy w nowy dzień z pełną porcją energii. Inni będą zdecydowanymi przeciwnikami takiego podejścia twierdząc, że picie kawy na pusty żołądek negatywnie odbija się na zdrowiu. Podobno amerykańscy naukowcy odkryli, że najlepszy czas na wypicie pierwszej filiżanki kawy przypada na godzinę 11:00 przed południem. Ich argumentem jest to, że w tym czasie nasz organizm jest najbardziej „otwarty” na pobudzające działanie kawy. Z reguły jednak nikt się nad tym nie zastanawia – przerwa kawowa robiona jest wtedy gdy zaistnieje taka potrzeba. Zazwyczaj taki moment nadchodzi wtedy, gdy znużeni i zmęczeni wykonywaniem pracy czujemy, że umysł odmawia nam posłuszeństwa i nie jesteśmy już w stanie wydajnie pracować ani chwili dłużej. Wstajemy wtedy od biurka i robimy małą czarną aby nabrać nieco energii. Jednak są tacy, którzy twierdzą, że zrobiona w tym momencie przerwa kawowa, to, ujmując rzecz nieco kolokwialnie, jest to „musztarda po obiedzie”. Jednym słowem przerwa zrobiona jest zbyt późno, by móc w pełni odczuć jej dobroczynny skutek. Kiedy więc najlepiej wypić kawę, aby w pełni odczuć jej zbawienne działanie? Najlepiej zanim dojdziemy do kresu sił. Wtedy ominiemy moment frustracji, jaki zazwyczaj towarzyszy całkowitemu spadkowi sił i znacznie szybciej dojdziemy do pożądanej formy.

20.

Przerwa na kawę – konieczność, potrzeba, czy przyjemność? Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Wszystko zależy od konkretnego przypadku. Czasami rzeczywiście jest to czysta konieczność. Gdy za sobą mamy nieprzespaną noc, a przed sobą cały dzień pracy, poranna kawa jest koniecznością. Gdy nasze siły są na wykończeniu, a mamy przed sobą ostatnie godziny na to, by doprowadzić swój projekt do końca, albo przynajmniej do takiego stanu, żeby nadawał się do tego by móc przedstawić go szefowi, wtedy przerwa kawowa również jest koniecznością. Z drugiej jednak strony, dość częste są przypadki pracowników, którzy podczas tych kilku lat spędzonych w pracy przyzwyczaili się do robienia sobie przerwy na kawę. Gdy należymy do tej grupy, wtedy nawet nie umiemy sobie wyobrazić biurowej rzeczywistości bez małej czarnej. Tak więc, gdy mała czarna przyciąga nas niczym magnes, a wizja spędzenia dnia w pracy bez niej przeraża nas niczym senny koszmar, wtedy podchodzi to pod potrzebę graniczącą z nałogiem. Jednakże gdy jesteśmy w dobrym nastroju, gdy odczuwamy konieczność podzielenia się z innymi pracownikami właśnie zdobytą informacją, jednym słowem, gdy mamy ochotę na nawiązanie kontaktów towarzyskich, wtedy przerwa taka jest czystą przyjemnością. Ciągle piszemy o piciu kawy w pracy, jednak trzeba pamiętać, że kawę pijemy również w warunkach domowych. Wtedy też czasami jest koniecznością, często potrzebą, najczęściej jednak bywa przyjemnością – nie ma to jak filiżanka kawy wypita w towarzystwie przyjaciół. Zazwyczaj jednak sytuacja nie jest tak „czysta”, a sama przerwa kawowa jest jednocześnie koniecznością, potrzebą, jak i przyjemnością.